Tak strasznie was przepraszam, bardzo mało dodawałam, ale wakacje, czas gdy można odpocząć.
Za 10 dni jadę do Londynu! Straciłam bardzo dużo czytelników, ale to tylko przez moje lenistwo. Dodaje krótkiego one shota. Do "zobaczenia" wkrótcę.
follow me on tt @we_ended_right
Nigdy o tobie nie zapomnę.
Bo zmieniłeś moje życie na lepsze.
***
Często decyzje podejmujemy pod wpływem impulsu, jednak niektóre musimy przemyśleć tysiąc razy. Czasami ich żałujemy, a czasami cieszymy się, że posłuchaliśmy serca, a nie rozumu. Zdarza się, że przez nie płaczemy. Szkoda tylko, że nie można cofnąć czasu.
I każdej nocy słyszę bicie serca, jakby ktoś leżał koło mnie i chronił przed upadkiem.
***
Ta historia zaczyna się w dość pochmurny dzień. Pada gęsty deszcz, ulice są puste, a ja siedzę w domu popijając herbatę. Loguje się na laptopa i wchodzę na twittera. Rodzice twierdzą, że mam obsesję, być może. Dodaje kolejnego tweeta
" Czy nie może choć na chwilę przestać padać?"
Nie sądzę by ktoś odpowiedział na moje pytanie więc jestem zdziwiony gdy widzę tweet skierowany w moją stronę.
" Marzenia."
Uśmiecham się i piszę odpowiedź.
***
Mój najlepszy przyjaciel, Louis Tomlinson, którego nigdy nie widziałem, ale od którego się uzależniłem. Internetowa przyjaźń? Tak, ale cieszę się, że ktoś zwraca na mnie uwagę.
Piszemy ze sobą już naprawdę długo. Nie tylko na twitterze. Mamy swoje numery. Codziennie widzę sms typu "Dobranoc curly". Wtedy naprawdę jestem szczęśliwy.
Dzień który zmienia całe moje dotychczasowe życie zaczyna się dość przyjemnie. Budzę się pod wpływem promieni słonecznych dostających się do mojego pokoju. Czuję zapach jajecznicy. Przeciągam się i głośno mlaskam. Nagle słyszę dźwięk mojego telefonu. Unoszę brwi i sięgam po urządzenie. Z małym rozkojarzeniem przyglądam się monitorowi na którym jest napisane "Louis Tomlinson połączenie przychodzące". Nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy tak... na żywo. Przykładam telefon do ucha i mówię zachrypniętym głosem.
- Halo?
Słyszę tylko ciszę aż nagle odzywa się wysoki głos.
- Harry?- pyta
Słyszę zdenerwowanie. Kiwam głową aż zdaję sobie sprawę, że mnie nie widzi.
- T-tak- jąkam się.
- Harry, proszę. Pomóż mi- słyszę cichy szept. Automatycznie moje oczy powiększają się, a z ust uchodzi dźwięk zaskoczenia.
- Louis. Louis co ty mówisz?- mój głos się trzęsie, a ręcę pokrywają się gęsią skórką.
- Po prostu mi pomóż- połączenie zostaje przerwane a mi nie pozostaje nic innego niż pojechanie do mojego przyjaciela.
Gdy miałem 8 lat widziałem wypadek. Chodzi dokładnie o wypadek samochodowy. Kierowca nie był zbyt uważny i potrącił młode małżeństwo. W życiu nie widziałem tyle krwi co wtedy, aż do teraz.
Gdy przyjeżdżam do domu Tomlinsonów długo zastanawiam się czy wejść. Ale Lou prosił dlatego wysiadam z samochodu i idę do wejścia. Drzwi są uchylone. Pukam, ale odpowiada mi cisza dlatego powoli wchodzę do środka. Zanim cokolwiek mówie moim oczom ukazuje się drobna sylwetka oparta o ścianę. W moich oczach zbierają się łzy gdy widzę krew na nadgarstkach. Podbiegam do bruneta i łapię jego ręcę. Krzyczę, ale on i tak mnie nie słyszy. Wyciągam telefon i chcę zadzwonić na pogotowie gdy silna dłoń unosi się i dotyka mojego policzka.
- Harry proszę, ja chce umrzeć.
Kiwam głową przecząco. Płaczę, tak dużo łez znajduje się na mojej koszuli. Nie dbam o to.
- Uczyniłeś z mojego życia coś pięknego, ale to koniec. Proszę, pozwól mi umrzeć.
Pod wpływem emocji przytulam chłopaka.
- Kocham cię- słyszę i delektuje się tymi słowami.
Odsuwam się i odpowiadam.
- Ja też cię kocham Boo- z uśmiechem patrzę na Lou- Nigdy o tobie nie zapomnę, bo zmieniłeś mój świat na lepsze.
Może to było przeznaczenie, że poznałem kogoś takiego jak Tomlinson? Może tak po prostu miało być. Może siedzi teraz koło mnie i patrzy na to co tu piszę? Gdzie jesteś Tomlinson? Chciałbym znów usłyszeć twój głos, spojrzeć w niebieskie tęczówki, napisać coś do ciebie. Szkoda, że nie cofnę czasu.
sobota, 31 sierpnia 2013
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
sobota, 20 lipca 2013
Larry Stylison IV
Strasznie zaniedbałam bloga o.o To jest dziwne biorąc pod uwagę fakt że całymi dniami siedze na twitterze. Jeżeli będziecie pisać komentarze to logiczne też będzie że będę pisać imaginy... Pokręciłam trochę :P Wracam do pisania i wiecie co? Strasznie się ciesze.
tt: we_ended_right
Jest pewien etap w życiu gdy czujesz, że zaczynasz wszystko od początku. I cholernie podoba mi się to, bo wiem, że rzeczy, które zostały spieprzone, naprawiam. Przynajmniej próbuje.
- Harry- słyszę szept- Śpisz?
Kiwam przecząco głową. Uśmiecham się gdy widzę, że siadasz na łóżku. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu Tomlinson przyszedł do mnie w nocy. Mam powód do radości.
- Też nie możesz spać?- pytasz głaszcząc moje loki
- Nie- mówię z chrypką.
Zawsze mam taką chrypkę. Jeszcze parę lat i może się przyzwyczaję.
Nagle czuję jak kładziesz się obok mnie. Robię sie czerwony gdy dotykasz mojego policzka. Przymykam powieki. Jakimś dziwnym sposobem twój dotyk sprawia, że jestem coraz bardziej śpiący, jednocześnie jest naprawdę bardzo przyjemnie. Chciałbym żebyś dotykał mnie tak codziennie.
Dzień IX
Gdy się obudziłem zobaczyłem Lou naprzeciwko mnie. Bawił się moimi włosami i uśmiechał się. Zastanawiałem się czy ten uśmiech jest kierowany do mnie czy może śmieje się.... Chwila.
Spojrzałem na dolną część pierzyny. Chciałem sobie przywalić, bo mój Hazzaconda powstał. Najgorsze jest to, że powstał przy Lou. Moja reakcja była natychmiastowa. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem prosto do łazienki.
- Kurwa- powiedziałem do swojego odbicia w lustrze.
Oparłem się łokciami o ścianę i walnąłem się w nią głową. Nie miałem zamiaru wychodzić z toalety. To było trochę niedojrzałe, ale jestem jeszcze dzieckiem. Pełnoletnim dzieckiem.
- Harry, wszystko w porządku?- usłyszałem twój głos.
- T- tak- odpowiedziałem.
- Nie ma się czym przejmować Hazz, chodź zrobimy śniadanie
Nie rozumiem jak mogłeś o tym tak spokojnie mówić. Sytuacja nie była normalna. W skrócie stanął mi przy najlepszym przyjacielu, gdy owy leżał obok mnie w łóżku. To pogrążające. Usiadłem na zimnych kafelkach.
- Już wychodzę- krzyknąłem gdy po raz setny spytałeś sie czy wszystko w porządku.
Zdenerwowany przekręciłem klucz w drzwiach.
- Weź się w garść- szepnąłem wychodząc z toalety.
Szybkim krokiem skierowałem się do sypialni i założyłem jakieś spodnie. Nawet nie zauważyłem Ciebie stojącego w drzwiach ze skrzyżowanymi rękoma. Czuje się niezręcznie gdy lustrujesz mnie wzrokiem.
- Wszystko w porządku?
- Tak Lou- mruknąłem szukając czystej koszulki
Spojrzałeś na ubrania które wyjmuję i zaśmiałeś się. Uniosłem jedną brew czekając aż wytłumaczysz. Podszedłeś do mnie i uśmiechnąłeś się. Zbliżyłeś swoje usta do mojego ucha tak, że oblała mnie fala gorąca. Wreszcie powiedziałeś parę słów przez które moje oczy powiększyły się dziesięciokrotnie. Słowa które będę codziennie wspominał.
- Zostań bez koszulki, będę miał czemu się przyglądać. Poza tym lubię twoje ciało.
Chyba właśnie umarłem.
***
Podczas śniadania zadzwoniła Eleanor. Powiedziała, że przyjdzie. A ja powiedziałem, że się nie zgadzam, ale kogo by słuchał pan Tomlinson? W końcu wyszło na to, że Eleanor będzie z nami cały dzień. To ja już wolę spędzić ten czas w pokoju zamknięty na cztery spusty (ode mnie: chciałam jeszcze coś dodać ale nie będę obrażać Eleanor bo szanuję ją i gdybym jeszcze coś napisała to bym się naraziła Calderis (?))
- Hazz proszę zostań z nami- poprosił Lou gdy usłyszeliśmy dzwonek.
Tego właśnie się obawiałem. Że Louis zrobi te swoje oczy i użyje mojego zdrobnienia.
- Dobrze- powiedziałem z westchnięciem.
Zanim brunet otworzył drzwi poprawił fryzurę.
- Nie strój się tak dla niej- zaśmiałem się obserwując jego poczynania
- A kto powiedział, że robię to dla Eleanor?- spytał i puścił mi oczko po czym nacisnął na klamkę.
Chwilę później brunetka wisiała mu na szyi a on obejmował ją w pasie. Tomlinson gdzie mamy siekierę? Odchrząknąłem zwracając na siebie ich uwagę.
- Cześć Eleanor- zmusiłem się do uśmiechu
- Harry- spojrzała na mnie.
Przecież ona nawet się nie stara! Odwróciłem się na pięcie i skierowałem się do salonu. Usiadłem na kanapie i spojrzałem na naszą "szczęśliwą" parę. Louis usiadł obok mnie. Brunetka natomiast władowała się na jego kolana. Spier, znaczy odejdź.
- Muszę ci coś powiedzieć- krzyknęła z podekscytowaniem nie zwracając na mnie uwagi.
Brunet spojrzał na nią uważnie skupiając się na jej piskliwym głosie.
- Wynajęłam nowe mieszkanie- koontynuowała- Jest dość duże, za duże jak dla mnie samej i chciałabym tam z tobą zamieszkać- dokończyła przytulając chłopaka.
No chyba żartujesz. Spojrzałem na Tomlinsona a on na mnie. Pokiwałem głową. Poczułem łzy w oczach. Uniosłem lekko kącik ust i wstałem z kanapy. Udałem się do mojego pokoju. Trzasnąłem drzwiami i usiadłem na ziemi. Nie miałem ochoty na żadne towarzystwo.
- Ten pokój był zbudowany z myślą o ataku pieprzonych zombie. Prościej mówiąc nikt narazie tu nie wejdzie.
Krótki, spieprzony ale jest :) czekam na uwagi i komentarze.
Mówcie jak mijają wakacje :)
tt: we_ended_right
Jest pewien etap w życiu gdy czujesz, że zaczynasz wszystko od początku. I cholernie podoba mi się to, bo wiem, że rzeczy, które zostały spieprzone, naprawiam. Przynajmniej próbuje.
- Harry- słyszę szept- Śpisz?
Kiwam przecząco głową. Uśmiecham się gdy widzę, że siadasz na łóżku. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu Tomlinson przyszedł do mnie w nocy. Mam powód do radości.
- Też nie możesz spać?- pytasz głaszcząc moje loki
- Nie- mówię z chrypką.
Zawsze mam taką chrypkę. Jeszcze parę lat i może się przyzwyczaję.
Nagle czuję jak kładziesz się obok mnie. Robię sie czerwony gdy dotykasz mojego policzka. Przymykam powieki. Jakimś dziwnym sposobem twój dotyk sprawia, że jestem coraz bardziej śpiący, jednocześnie jest naprawdę bardzo przyjemnie. Chciałbym żebyś dotykał mnie tak codziennie.
Dzień IX
Gdy się obudziłem zobaczyłem Lou naprzeciwko mnie. Bawił się moimi włosami i uśmiechał się. Zastanawiałem się czy ten uśmiech jest kierowany do mnie czy może śmieje się.... Chwila.
Spojrzałem na dolną część pierzyny. Chciałem sobie przywalić, bo mój Hazzaconda powstał. Najgorsze jest to, że powstał przy Lou. Moja reakcja była natychmiastowa. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem prosto do łazienki.
- Kurwa- powiedziałem do swojego odbicia w lustrze.
Oparłem się łokciami o ścianę i walnąłem się w nią głową. Nie miałem zamiaru wychodzić z toalety. To było trochę niedojrzałe, ale jestem jeszcze dzieckiem. Pełnoletnim dzieckiem.
- Harry, wszystko w porządku?- usłyszałem twój głos.
- T- tak- odpowiedziałem.
- Nie ma się czym przejmować Hazz, chodź zrobimy śniadanie
Nie rozumiem jak mogłeś o tym tak spokojnie mówić. Sytuacja nie była normalna. W skrócie stanął mi przy najlepszym przyjacielu, gdy owy leżał obok mnie w łóżku. To pogrążające. Usiadłem na zimnych kafelkach.
- Już wychodzę- krzyknąłem gdy po raz setny spytałeś sie czy wszystko w porządku.
Zdenerwowany przekręciłem klucz w drzwiach.
- Weź się w garść- szepnąłem wychodząc z toalety.
Szybkim krokiem skierowałem się do sypialni i założyłem jakieś spodnie. Nawet nie zauważyłem Ciebie stojącego w drzwiach ze skrzyżowanymi rękoma. Czuje się niezręcznie gdy lustrujesz mnie wzrokiem.
- Wszystko w porządku?
- Tak Lou- mruknąłem szukając czystej koszulki
Spojrzałeś na ubrania które wyjmuję i zaśmiałeś się. Uniosłem jedną brew czekając aż wytłumaczysz. Podszedłeś do mnie i uśmiechnąłeś się. Zbliżyłeś swoje usta do mojego ucha tak, że oblała mnie fala gorąca. Wreszcie powiedziałeś parę słów przez które moje oczy powiększyły się dziesięciokrotnie. Słowa które będę codziennie wspominał.
- Zostań bez koszulki, będę miał czemu się przyglądać. Poza tym lubię twoje ciało.
Chyba właśnie umarłem.
***
Podczas śniadania zadzwoniła Eleanor. Powiedziała, że przyjdzie. A ja powiedziałem, że się nie zgadzam, ale kogo by słuchał pan Tomlinson? W końcu wyszło na to, że Eleanor będzie z nami cały dzień. To ja już wolę spędzić ten czas w pokoju zamknięty na cztery spusty (ode mnie: chciałam jeszcze coś dodać ale nie będę obrażać Eleanor bo szanuję ją i gdybym jeszcze coś napisała to bym się naraziła Calderis (?))
- Hazz proszę zostań z nami- poprosił Lou gdy usłyszeliśmy dzwonek.
Tego właśnie się obawiałem. Że Louis zrobi te swoje oczy i użyje mojego zdrobnienia.
- Dobrze- powiedziałem z westchnięciem.
Zanim brunet otworzył drzwi poprawił fryzurę.
- Nie strój się tak dla niej- zaśmiałem się obserwując jego poczynania
- A kto powiedział, że robię to dla Eleanor?- spytał i puścił mi oczko po czym nacisnął na klamkę.
Chwilę później brunetka wisiała mu na szyi a on obejmował ją w pasie. Tomlinson gdzie mamy siekierę? Odchrząknąłem zwracając na siebie ich uwagę.
- Cześć Eleanor- zmusiłem się do uśmiechu
- Harry- spojrzała na mnie.
Przecież ona nawet się nie stara! Odwróciłem się na pięcie i skierowałem się do salonu. Usiadłem na kanapie i spojrzałem na naszą "szczęśliwą" parę. Louis usiadł obok mnie. Brunetka natomiast władowała się na jego kolana. Spier, znaczy odejdź.
- Muszę ci coś powiedzieć- krzyknęła z podekscytowaniem nie zwracając na mnie uwagi.
Brunet spojrzał na nią uważnie skupiając się na jej piskliwym głosie.
- Wynajęłam nowe mieszkanie- koontynuowała- Jest dość duże, za duże jak dla mnie samej i chciałabym tam z tobą zamieszkać- dokończyła przytulając chłopaka.
No chyba żartujesz. Spojrzałem na Tomlinsona a on na mnie. Pokiwałem głową. Poczułem łzy w oczach. Uniosłem lekko kącik ust i wstałem z kanapy. Udałem się do mojego pokoju. Trzasnąłem drzwiami i usiadłem na ziemi. Nie miałem ochoty na żadne towarzystwo.
- Ten pokój był zbudowany z myślą o ataku pieprzonych zombie. Prościej mówiąc nikt narazie tu nie wejdzie.
Krótki, spieprzony ale jest :) czekam na uwagi i komentarze.
Mówcie jak mijają wakacje :)
piątek, 7 czerwca 2013
Larry Stylinson III
Nienawidze popraw. NIENAWIDZE. Ma ktoś z was coś do poprawki? Tweet me
tt: we_ended_right
VI dzień
Nigdy nikomu nie zaufałem. Nikomu poza Lou. Mogłem powiedzieć mu wszystko, teraz nawet nie ma czasu na szczerą rozmowe.Czasami zachowuje się bezmyślnie, ale to tylko dlatego, że widze jego niebiesko- szare oczy które w jakiś sposób mnie hipnotyzują. Jeżeli jest na to jakiś lek to powinienem wziąć dwie dawki.
Louis, Louis, Louis, Louis. Tak bardzo potrzebuje twojej obecności, tak bardzo potrzebuje ciebie. Chyba proszę o zbyt wiele.
Proszę przyjdź do mnie i powiedz "Will be alright".
***
Obserwuję twoją sylwetkę, ale ty mnie chyba jeszcze nie zauważyłeś. Spójrz na kanapę, przecież tu leże. Wgapiając się w twoje plecy. Widzę, że masz mokre włosy. Pada na dworze, a ty nie zabrałeś żadnej bluzy. Głupek. W końcu się odwracasz. Zauważam na twojej twarzy uśmiech gdy mnie dostrzegasz.
- Cześć- mówisz padając na miejsce obok mnie.
Milczę. Wpatruje się w twoją twarz widząc jak zmęczony jesteś.
- Wszystko w porządku?- pytasz
Kiwam głową i odwracam wzrok.
- Hej, coś się stało?- łapiesz mnie za podbródek i odwracasz w swoją stronę.
Gdy twoje spojrzenie mnie pali, a nos jest milimetry od mojego czuje, że jestem szczęśliwy. Ale tak nie jest.
VII dzień
- Harry musimy poważne porozmawiać.
Zastygam w miejscu słysząc twoje słowa. Spoglądam na ciebie ponad moim ramieniem. Nie jest dobrze. Zgadzam się zajmując krzesło naprzeciwko twojego.
- Jesteś pewien, że wszystko jest w porządku?
Chce skłamać, ale widok wyrazu twojej twarzy, paraliżuje mnie.
- Harry- wzdychasz łapiąc moją dłoń, która znajduje się na stole- Kiedyś mówiłeś mi wszystko.
Szepczesz, a ja czuje, że w oczach zbierają sie słone łzy.
- Bo kiedyś nie było jej.
Twoje zdezorientowanie na twarzy mówi zbyt wiele. Postanawiam wyjawić ci całą prawdę. Tak Louis, Harry Styles jest w tobie szaleńczo zakochany.
***
Minęło już parę godzin odkąd wiesz, że coś do ciebie czuje. Parę godzin w czasie których rozmawiasz ze mną. Tak jak kiedyś. Louis tylko ty możesz sprawić, że jestem szczęśliwy. Myślałem, że wszystko potoczy się inaczej. Myślałem, że po wyjawieniu ci prawdy, zostawisz mnie. Jednak tak się nie stało. Jesteś najlepszym facetem na świecie i chyba za to cię kocham.
- Albo pamiętasz jak Niall opowiadał nam jak się zgubił w sklepie?- mówisz to i zaczynasz się śmiać. Dawno nie słyszałem tak szczerego śmiechu. Uśmiecham się. Skoro ty jesteś szczęśliwy to ja też.
VIII dzień
Dzisiejszy dzień jest inny. Zdecydowanie. Louis, dlaczego patrzysz na mnie takim wzrokiem? Czy to wzrok pedofila? Mam się bać?
- Jak się spało?- pytasz a ja unoszę jedną brew.
- Dobrze BooBear- odpowiadam patrząc na ciebie podejrzliwie.
- No co?- uśmiechasz się.
Kręcę głową wychodząc do ogrodu. Wyciągam się po długiej drzemce. Zanim cokolwiek mówię czuje ciężar na plecach, a następnie upadam.
- Tomlinson!- krzycze
- Od kiedy ty jesteś taki wrażliwy Styles?- śmiejesz się.
- Masz poważne kłopoty!- zły próbuje się podnieść, ale mi na to nie pozwalasz.
Ile ty ważysz Tomlinson?
- Nawet nie próbuj- grozisz mi palcem i kładziesz sie obok mnie.
Chyba moje szczęście do mnie wróciło
Macie jakieś uwagi? TO JESZCZE NIE KONIEC :p
My tt: we_ended_right
tt: we_ended_right
VI dzień
Nigdy nikomu nie zaufałem. Nikomu poza Lou. Mogłem powiedzieć mu wszystko, teraz nawet nie ma czasu na szczerą rozmowe.Czasami zachowuje się bezmyślnie, ale to tylko dlatego, że widze jego niebiesko- szare oczy które w jakiś sposób mnie hipnotyzują. Jeżeli jest na to jakiś lek to powinienem wziąć dwie dawki.
Louis, Louis, Louis, Louis. Tak bardzo potrzebuje twojej obecności, tak bardzo potrzebuje ciebie. Chyba proszę o zbyt wiele.
Proszę przyjdź do mnie i powiedz "Will be alright".
***
Obserwuję twoją sylwetkę, ale ty mnie chyba jeszcze nie zauważyłeś. Spójrz na kanapę, przecież tu leże. Wgapiając się w twoje plecy. Widzę, że masz mokre włosy. Pada na dworze, a ty nie zabrałeś żadnej bluzy. Głupek. W końcu się odwracasz. Zauważam na twojej twarzy uśmiech gdy mnie dostrzegasz.
- Cześć- mówisz padając na miejsce obok mnie.
Milczę. Wpatruje się w twoją twarz widząc jak zmęczony jesteś.
- Wszystko w porządku?- pytasz
Kiwam głową i odwracam wzrok.
- Hej, coś się stało?- łapiesz mnie za podbródek i odwracasz w swoją stronę.
Gdy twoje spojrzenie mnie pali, a nos jest milimetry od mojego czuje, że jestem szczęśliwy. Ale tak nie jest.
VII dzień
- Harry musimy poważne porozmawiać.
Zastygam w miejscu słysząc twoje słowa. Spoglądam na ciebie ponad moim ramieniem. Nie jest dobrze. Zgadzam się zajmując krzesło naprzeciwko twojego.
- Jesteś pewien, że wszystko jest w porządku?
Chce skłamać, ale widok wyrazu twojej twarzy, paraliżuje mnie.
- Harry- wzdychasz łapiąc moją dłoń, która znajduje się na stole- Kiedyś mówiłeś mi wszystko.
Szepczesz, a ja czuje, że w oczach zbierają sie słone łzy.
- Bo kiedyś nie było jej.
Twoje zdezorientowanie na twarzy mówi zbyt wiele. Postanawiam wyjawić ci całą prawdę. Tak Louis, Harry Styles jest w tobie szaleńczo zakochany.
***
Minęło już parę godzin odkąd wiesz, że coś do ciebie czuje. Parę godzin w czasie których rozmawiasz ze mną. Tak jak kiedyś. Louis tylko ty możesz sprawić, że jestem szczęśliwy. Myślałem, że wszystko potoczy się inaczej. Myślałem, że po wyjawieniu ci prawdy, zostawisz mnie. Jednak tak się nie stało. Jesteś najlepszym facetem na świecie i chyba za to cię kocham.
- Albo pamiętasz jak Niall opowiadał nam jak się zgubił w sklepie?- mówisz to i zaczynasz się śmiać. Dawno nie słyszałem tak szczerego śmiechu. Uśmiecham się. Skoro ty jesteś szczęśliwy to ja też.
VIII dzień
Dzisiejszy dzień jest inny. Zdecydowanie. Louis, dlaczego patrzysz na mnie takim wzrokiem? Czy to wzrok pedofila? Mam się bać?
- Jak się spało?- pytasz a ja unoszę jedną brew.
- Dobrze BooBear- odpowiadam patrząc na ciebie podejrzliwie.
- No co?- uśmiechasz się.
Kręcę głową wychodząc do ogrodu. Wyciągam się po długiej drzemce. Zanim cokolwiek mówię czuje ciężar na plecach, a następnie upadam.
- Tomlinson!- krzycze
- Od kiedy ty jesteś taki wrażliwy Styles?- śmiejesz się.
- Masz poważne kłopoty!- zły próbuje się podnieść, ale mi na to nie pozwalasz.
Ile ty ważysz Tomlinson?
- Nawet nie próbuj- grozisz mi palcem i kładziesz sie obok mnie.
Chyba moje szczęście do mnie wróciło
Macie jakieś uwagi? TO JESZCZE NIE KONIEC :p
My tt: we_ended_right
sobota, 25 maja 2013
Larry Stylinson II
IV dzień
Pamiętam jak kiedyś z Lou leżeliśmy na jednej kanapie rozmawiając o wszystkim. Od naszych marzeń po nasze problemy. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że tęsknie. Ale głównie za czym? Za Lou? Za jego obecnością? Za jego kojącym uśmiechem w burzliwe dni? Chyba nawet ślepy, po paru dniach przebywania z nami, zrozumiałby, że ta więź, która między nami się utworzyła, jest niezwykła. Bo taka była, wiecie? Bo kiedyś wszystko było inne. Kiedyś gdy leżałem sam w swoim pokoju Tomlinson przychodził do mnie i po prostu mówił. Teraz pewnie nawet nie zastanawia się gdzie jestem. Bo siedzi z nią. W naszym domu. Smutne, prawda? A ja ciągle tęsknie.
Wstałem z łóżka i spojrzałem na wgniecioną poduszkę. Nie wiem ile czasu stałem wpatrując się w białą pościel. Widzisz co się ze mną dzieje? Stoję jak jakiś debil w swoim pokoju i obserwuje moje łóżko. Spoglądam na okno. Nie widze nic, tylko ciemność. Nawet nie zauważyłem ile czasu leżałem nic nie robiąc. Westchnąłem podchodząc do szafy. Ku mojemu zaskoczeniu leżała tam twoja bluzka. Patrzyłem na nią chwile po czym zabrałem ją i założyłem. Nie czekając dłużej, zbiegłem po schodach i stanąłem przy drzwiach frontowych.
- Gdzie idziesz Harry?- usłyszałem cichy szept za sobą.
Odwróciłem się natrafiając na szare tęczówki przyglądające mi się.
- Przejść się- wymusiłem uśmiech kątem oka dostrzegając śpiącą Eleanor na jednym z foteli w salonie.
- Czy, czy mogę pójść z tobą?- zdezorientowany pokiwałem twierdząco głową.
Usłyszałem coś w głosie Louisa. Jakby bał sie, że się nie zgodzę. A potem zauważyłem ten szczery uśmiech, którym mnie obdarzył gdy wychodziliśmy.
***
Leżałem na trawie, blisko ramienia Lou. Nie pamiętam kiedy ostatni raz wyszliśmy gdzieś razem. Sami. Mimowolnie uśmiechnąłem się widząc profil Tomlinsona.
- Przepraszam- powiedział Louis odwracając się do mnie.
Dlaczego w jego oczach dostrzegłem łzy?
- Za co?- spytałem nie rozumiejąc.
Chłopak pokiwał przecząco głową i wtulił się we mnie. Objąłem go ramieniem. I wszystko miało być dobrze.
V dzień.
Kojarzycie takich panów jak MODEST? Nie tylko wy ich nienawidzicie. My również. A tego dnia mieli nam coś ogłosić. Od samego początku wiedziałem, że ta informacja nie poprawi mojego samopoczucia. Co więcej byłem pewien, że to w żaden sposób mi się nie spodoba. Dlatego gdy siedząc w pokoju w obecności całego zespołu i mężczyzny ubranego na czarno, straciłem nerwy.
- Jaka dziewczyna? Daliście dziewczynę Louis'owi i Zayn'owi. Ja nie potrzebuje dziewczyny.- z każdym słowem podnosiłem głos.
- To dla waszego dobra- usłyszałem poważny głos.
- Nie mam zamiaru wchodzić w jakiś związek bez uczuć. Nie ma szans- krzyknąłem krzyżując ręce na piersi.
- Mamy umowe, musisz robić to co ci każemy.
W dupie mam te wasze umowy.
- No już Harry, spokojnie- Tomlinson wstał z fotela i objął mnie ramieniem.
Zacisnąłem mocno powieki. Moje życie jest beznadziejne. Zakochałem się w chłopaku z zespołu a jednocześnie w moim najlepszym przyjacielu, który ma dziewczynę. Do tego mimo, że jestem biseksualny oni dają mi jakąś dziewczynę.
Zdenerwowany wyślizgnąłem się z objęć Louis'a i wyszedłem z pomieszczenia głośno trzaskając drzwiami.
***
Poczułem ugięcie się materaca, po mojej lewej stronie, ale nic nie zrobiłem.
- Ty też jesteś po ich stronie?- spytałem
- Nie, przecież jesteś moim przyjacielem i chce dla ciebie jak najlepiej- odparł.
Prychnąłem. Jak najlepiej Tomlinson? Ty chyba nie wiesz co to znaczy.
Siedzieliśmy w ciszy. Kojącej ciszy. Którą przerwał dzwonek telefonu. Przeklnąłem pod nosem siadając na łóżku. Zobaczyłem przepraszający wzrok bruneta gdy wyjmował ze swojej kieszeni komórkę. Zmierzyłem go wzrokiem natrafiając na grymas na twarzy Lou gdy zobaczył kto dzwoni.
- Cześć Eleanor- powiedział odbierając telefon.
Można się było tego spodziewać Tomlinson. Co tym razem? Zakupy czy makijażystka?
- Teraz?- westchnął- No dobrze już idę.
Zakończył rozmowę spoglądając na mnie.
- Harry ja...- nie dokończył ponieważ mu przerwałem.
- Znów mnie zostawiasz- spuściłem głowę bawiąc się rąbkiem koszuli- Idź, ja już się przyzwyczaiłem- mruknąłem i zszedłem z łóżka. podchodząc do okna.
Czułem na sobie jego spojrzenie.
- Przepraszam.
Nie musiałbyś ciągle tego mówić gdybyś był prawdziwym przyjacielem. Być może kiedyś ci nie wybaczę.
Co ja mogę powiedzieć? Tylko to że jestem zła bo mój komputer jest do dupy. Ale spokojnie w tym tygodniu tata kupuje mi laptopa. W KOŃCU. A co do imagina... Oczywście prosze o szczere komentarze. Dużo komentarzy :P Trzymajcie się.
tt: we_ended_right F O L L O W M E
Pamiętam jak kiedyś z Lou leżeliśmy na jednej kanapie rozmawiając o wszystkim. Od naszych marzeń po nasze problemy. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że tęsknie. Ale głównie za czym? Za Lou? Za jego obecnością? Za jego kojącym uśmiechem w burzliwe dni? Chyba nawet ślepy, po paru dniach przebywania z nami, zrozumiałby, że ta więź, która między nami się utworzyła, jest niezwykła. Bo taka była, wiecie? Bo kiedyś wszystko było inne. Kiedyś gdy leżałem sam w swoim pokoju Tomlinson przychodził do mnie i po prostu mówił. Teraz pewnie nawet nie zastanawia się gdzie jestem. Bo siedzi z nią. W naszym domu. Smutne, prawda? A ja ciągle tęsknie.
Wstałem z łóżka i spojrzałem na wgniecioną poduszkę. Nie wiem ile czasu stałem wpatrując się w białą pościel. Widzisz co się ze mną dzieje? Stoję jak jakiś debil w swoim pokoju i obserwuje moje łóżko. Spoglądam na okno. Nie widze nic, tylko ciemność. Nawet nie zauważyłem ile czasu leżałem nic nie robiąc. Westchnąłem podchodząc do szafy. Ku mojemu zaskoczeniu leżała tam twoja bluzka. Patrzyłem na nią chwile po czym zabrałem ją i założyłem. Nie czekając dłużej, zbiegłem po schodach i stanąłem przy drzwiach frontowych.
- Gdzie idziesz Harry?- usłyszałem cichy szept za sobą.
Odwróciłem się natrafiając na szare tęczówki przyglądające mi się.
- Przejść się- wymusiłem uśmiech kątem oka dostrzegając śpiącą Eleanor na jednym z foteli w salonie.
- Czy, czy mogę pójść z tobą?- zdezorientowany pokiwałem twierdząco głową.
Usłyszałem coś w głosie Louisa. Jakby bał sie, że się nie zgodzę. A potem zauważyłem ten szczery uśmiech, którym mnie obdarzył gdy wychodziliśmy.
***
Leżałem na trawie, blisko ramienia Lou. Nie pamiętam kiedy ostatni raz wyszliśmy gdzieś razem. Sami. Mimowolnie uśmiechnąłem się widząc profil Tomlinsona.
- Przepraszam- powiedział Louis odwracając się do mnie.
Dlaczego w jego oczach dostrzegłem łzy?
- Za co?- spytałem nie rozumiejąc.
Chłopak pokiwał przecząco głową i wtulił się we mnie. Objąłem go ramieniem. I wszystko miało być dobrze.
V dzień.
Kojarzycie takich panów jak MODEST? Nie tylko wy ich nienawidzicie. My również. A tego dnia mieli nam coś ogłosić. Od samego początku wiedziałem, że ta informacja nie poprawi mojego samopoczucia. Co więcej byłem pewien, że to w żaden sposób mi się nie spodoba. Dlatego gdy siedząc w pokoju w obecności całego zespołu i mężczyzny ubranego na czarno, straciłem nerwy.
- Jaka dziewczyna? Daliście dziewczynę Louis'owi i Zayn'owi. Ja nie potrzebuje dziewczyny.- z każdym słowem podnosiłem głos.
- To dla waszego dobra- usłyszałem poważny głos.
- Nie mam zamiaru wchodzić w jakiś związek bez uczuć. Nie ma szans- krzyknąłem krzyżując ręce na piersi.
- Mamy umowe, musisz robić to co ci każemy.
W dupie mam te wasze umowy.
- No już Harry, spokojnie- Tomlinson wstał z fotela i objął mnie ramieniem.
Zacisnąłem mocno powieki. Moje życie jest beznadziejne. Zakochałem się w chłopaku z zespołu a jednocześnie w moim najlepszym przyjacielu, który ma dziewczynę. Do tego mimo, że jestem biseksualny oni dają mi jakąś dziewczynę.
Zdenerwowany wyślizgnąłem się z objęć Louis'a i wyszedłem z pomieszczenia głośno trzaskając drzwiami.
***
Poczułem ugięcie się materaca, po mojej lewej stronie, ale nic nie zrobiłem.
- Ty też jesteś po ich stronie?- spytałem
- Nie, przecież jesteś moim przyjacielem i chce dla ciebie jak najlepiej- odparł.
Prychnąłem. Jak najlepiej Tomlinson? Ty chyba nie wiesz co to znaczy.
Siedzieliśmy w ciszy. Kojącej ciszy. Którą przerwał dzwonek telefonu. Przeklnąłem pod nosem siadając na łóżku. Zobaczyłem przepraszający wzrok bruneta gdy wyjmował ze swojej kieszeni komórkę. Zmierzyłem go wzrokiem natrafiając na grymas na twarzy Lou gdy zobaczył kto dzwoni.
- Cześć Eleanor- powiedział odbierając telefon.
Można się było tego spodziewać Tomlinson. Co tym razem? Zakupy czy makijażystka?
- Teraz?- westchnął- No dobrze już idę.
Zakończył rozmowę spoglądając na mnie.
- Harry ja...- nie dokończył ponieważ mu przerwałem.
- Znów mnie zostawiasz- spuściłem głowę bawiąc się rąbkiem koszuli- Idź, ja już się przyzwyczaiłem- mruknąłem i zszedłem z łóżka. podchodząc do okna.
Czułem na sobie jego spojrzenie.
- Przepraszam.
Nie musiałbyś ciągle tego mówić gdybyś był prawdziwym przyjacielem. Być może kiedyś ci nie wybaczę.
Co ja mogę powiedzieć? Tylko to że jestem zła bo mój komputer jest do dupy. Ale spokojnie w tym tygodniu tata kupuje mi laptopa. W KOŃCU. A co do imagina... Oczywście prosze o szczere komentarze. Dużo komentarzy :P Trzymajcie się.
tt: we_ended_right F O L L O W M E
poniedziałek, 20 maja 2013
Musicie mi wybaczyć, ale moja kochana rodzina zepsuła mi komputer. Wiecie jak ciężko sie pusze na telefonie? Niestety do czasu kupienia nowego komputera nie napisze nic. Jutro spróbuje dostać sie na komputer w szkole i moze cos napisze. Do tego jestem zła na nauczycieli którym wpadł do głowy niesamowity pomysł typu "A jebnijmy tym gimnazjalistom 69969655568 kartkówek. Tak na koniec roku". Huh jestem pewna, że u was jest lepiej. Opowiadajcie co u was sie dzieje :)
TT: we_ended_right
F O L L O W M E
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Larry Stylinson.
Po zapowiedzi postanowiłam napisać tego shota choć był tylko jeden komentarz. Mam nadzieje że teraz posypią się komentarze :)
tt: we_ended_right
Obudziłem się słysząc donośny krzyk Louis'a. Powoli podniosłem się na łokciach.. Mój wzrok padł na zegar wiszący na przeciwnej ścianie. Ósma. Zmęczony opadłem na poduszki i zakryłem sobie twarz jedną z nich. Pragnąłem tylko ponownie zasnąć. Po chwili znów usłyszałem głos Lou.
- Już odę!- odkrzyknąłem nadal zmęczony.
Westchnąłem siadając na końcu łóżka. Przetarłem dłonią zaspane oczy i wstałem.
Schodząc na dół dostrzegłem kątem oka Tomlinson'a śpiewającego coś pod nosem w kuchni. Słodko wyglądał w fartuchu. Podszedłem do niego od tyłu i klepnąłem go w tyłek. Brunet natychmiast odwrócił się z łyżką w ręce. Naprawde słodko.
- Serio Tomlinson? Tym się chciałeś bronić?- spytałem z uśmiechem.
Obserwowałem jak twarz bruneta pokrywa się rumieńcem. Z satysfakcją podszedłem do lodówki i wyjąłem mleko. Widziałem jak chłopak obserwuje moją sylwetkę z iskierkami w oczach. Louis nie gap się tak! Mam na sobie tylko bokserki.
- Za dwie godziny przychodzi Zayn i Liam- zaczął.
- O to fajnie- uśmiechnąłem się oblizując wargi z nadmiaru mleka.
Wzrok Lou podążał za moim językiem. Przełknął ślinę po czym koontynułował
- I Eleanor- skończył.
Spojrzałem na chłopaka mając nadzieje, że żartuje. Nic na to nie wskazywało.
- Okay- próbowałem się uśmiechnąć.
Nie chciałem jej tutaj. W naszym domu. Zawsze denerwował mnie ich związek. Nie mogłem jednak tego powiedzieć. Jeszcze nie teraz.
***
Czułem się dziwnie siedząc w salonie w towarzystwie Eleanor i Lou całujących się. Byłem strasznie zdenerwowany obserwując ich. Jakbym mógł zabijać wzrokiem Eleanor dawno by była martwa. Co chwilę brunet spoglądał na mnie. Widocznie był zdziwiony, że tak mało się odzywam. Tomlinson jakiś ty niedomyślny. Tamtego dnia, podczas scenki gdy Zayn i Liam grali na PS3, a para "zakochanych" prawie na sobie leżała, postanowiłem pokazać Louis'owi, że nie jestem mu obojętny. Oto jak zdobyć Louis'a Tomlinson'a.
Dzień I
Nabrałem do płuc powietrza i zbiegłem po schodach na dół. Jak zawsze Louis stał w kuchni robiąc nam śniadanie.
- Dzień dobry- mruknąłem całując go w policzek.
Chłopak podskoczył i upuścił łyżkę.
- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć- powiedziałem mrugając do niego.
- Styles zawsze mi to robisz!- krzyknął krzyżując ręce na klatce piersiowej
Nie chciałem by na mnie krzyczał. W mgnieniu oka pokonałem dzielącą nas odległość. Wstrzymał oddech gdy objąłem go w pasie.
- Przepraszam BooBear- schowałem twarz w jego włosach.
Po chwili poczułem jak jego dłonie również mnie obejmują. Dawno tego nie robiliśmy. Trwaliśmy tak dłuższy czas. Z niechęcią oderwałem się od niego i uśmiechnąłem się lekko na widok rumieńców. Tomlinson zobacz jak na ciebie działam idioto.
- Co na śniadanie?
- Tosty- powiedział wpatrując się we mnie.
- Uważaj bo zaraz ci się spalą - zaśmiałem się siadając do stołu.
Dzień II
Siedziałem w salonie gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wolnym krokiem podszedłem do nich. Sapnąłem gdy przed nimi stała Eleanor.
- Cześć jest Louis?- spytała swoi niezwykle denerwującym głosem.
Potarłem dłonią kark i spojrzałem na schody prowadzące na drugie piętro na których pojawił się Tomlinson.
- Cześć Lou- powiedziała odpychając mnie i wchodząc do domu. Naszego domu
Dopiero teraz zauważyłem, że brunet ma na sobie tylko ręcznik, a z jego włosów skapuje woda. Gorąco.
- Pójdziesz ze mną do sklepu?- wywróciłem teatralnie oczami gdy to pytanie wypadło z ust dziewczyny. Można było się tego spodziewać, tylko po to przychodzi do Louis'a.
- Jasne kochanie- a on nigdy jej nie odmawia. Nie zgadzaj się durniu.
- Moge jechać z wami?- spytałem na poczekaniu.
Widziałem jak brunetka marszczy nos i patrzy na Lou wzrokiem typu "Po co on tam?"
- Oczywiście Harry- chłopak uśmiecha się. Nie mam powodów by się nie odwdzięczyć.
***
Po godzinie stwierdzam, że nie lubie chodzić po sklepach z Eleanor. Ona wybiera ubrania, a mój przyjaciel po prostu je kupuje. To nie jest wyrównane, prawda? Wydaje mi się, że po raz kolejny wchodzimy do tego samego sklepu. Czekamy na dziewczynę przy przymierzalniach gdy przysuwam sie do Lou.
- Nie znudziło ci sie jeszcze?- szepcze mu na ucho.
Odwraca głowe w moim kierunku. Napotykam niebieskie, zmęczone oczy.
- Jak myślisz?- pyta wbijając we mnie tęczówki.
Coś łapie mnie za serce widząc Louis'a w takim stanie. Chce coś odpowiedzieć gdy kątem oka dostrzegam dziewczynę Lou. Nie mogę jej nazwać koleżanką, jest dla mnie po prostu dziewczyną Lou.
- O czym rozmawiacie?- patrzy na mnie z agresją w oczach. Nienawidzi mnie. I vice versa.
- O niczym- syknąłem nieco zdenerwowany.
Czy to przez samopoczucie Tomlinson'a? Spoglądam na niego ale nie widze nic prócz lekkiego rozbawienia. Śmiejesz się ze mnie? Bo jak tak to ci nie daruje.
Po chwili Eleanor jakby nigdy nic wchodzi do przymierzalni. Nie chcąc jej oglądać idę w głąb sklepu. Co jakiś czas rzucam spojrzenie w kierunku miejsca pobytu Lou. Opłaca się. Już po chwili dziewczyna wychodzi i szybko bierze w dłoń materiał koszulki chłopka po czym wciąga go do jednej z przymierzalni. Kręcę głową i idę w ich stronę. Przez kotarę nic nie widzę, ale domyślam się co robią. Opieram się o ścianę.
- Seks w sklepie? To takie oryginalne- mówię na tyle głośno by mnie usłyszeli.
Uśmiecham się gdy zza kotary wychodzi Louis.
- Na dużo sobie pozwalasz BooBear- mruczę i wychodzę ze sklepu.
Nigdy więcej nie pójdę na zakupy.
III dzień.
Dziś mamy wywiad w radiu. Na szczęście menadżer nie mówił gdzie kto siedzi dlatego tym razem Lou usiadł koło mnie. Świetnie.
- Słyszałem, że nagrywacie nową płytę- mówi prowadzący.
W tym samym czasie biorę łyk wody i spoglądam na chłopaka siedzącego koło mnie. Widzę że równiż na mnie patrzy więc oblizuje wargi, a brunet wstrzymuje oddech. Uśmiecham się i wysyłam w jego stronę całusa po czym mówię do mikrofonu.
-Tak ta piosenka została napisana przez nas.
Widzę że Tomlinson nie wie o czym rozmawiamy. Jego zdezorientowany wzrok mówi wszystko. Dlatego gdy pada pytanie o jego dziewczynę chłopak zamiera i nie wie co odpowiedzieć. Pewnie nawet pytania nie słyszałeś głupku.
- Ich związek ciągle rozkwita- ratuje go i zabieram głos- Myśle, że są.... ze sobą szczęśliwi- chce coś jeszcze dodać, ale wielka gula w gardle uniemożliwia mi to.
Wiem że Louis się marti. Kiedyś by rozpoznał kiedy czuje się źle. Dlaczego te czasy minęły?
- A co z Larry'm?- pyta prowadzący.
- Larry is real- szepcze.
Dopiero potem orientuje się, że wymówiłem to do mikrofonu, zbyt głośno. Patrze w stronę Tomlinson'a. Obserwuje mnie z miną jakby sie nad czymś zastanawiał. Jakby nie rozumiał. A prowadzący obraca to wszystko w żart.
c.d.n+ prosze o komentarze :P
Enjoy
tt: we_ended_right
Obudziłem się słysząc donośny krzyk Louis'a. Powoli podniosłem się na łokciach.. Mój wzrok padł na zegar wiszący na przeciwnej ścianie. Ósma. Zmęczony opadłem na poduszki i zakryłem sobie twarz jedną z nich. Pragnąłem tylko ponownie zasnąć. Po chwili znów usłyszałem głos Lou.
- Już odę!- odkrzyknąłem nadal zmęczony.
Westchnąłem siadając na końcu łóżka. Przetarłem dłonią zaspane oczy i wstałem.
Schodząc na dół dostrzegłem kątem oka Tomlinson'a śpiewającego coś pod nosem w kuchni. Słodko wyglądał w fartuchu. Podszedłem do niego od tyłu i klepnąłem go w tyłek. Brunet natychmiast odwrócił się z łyżką w ręce. Naprawde słodko.
- Serio Tomlinson? Tym się chciałeś bronić?- spytałem z uśmiechem.
Obserwowałem jak twarz bruneta pokrywa się rumieńcem. Z satysfakcją podszedłem do lodówki i wyjąłem mleko. Widziałem jak chłopak obserwuje moją sylwetkę z iskierkami w oczach. Louis nie gap się tak! Mam na sobie tylko bokserki.
- Za dwie godziny przychodzi Zayn i Liam- zaczął.
- O to fajnie- uśmiechnąłem się oblizując wargi z nadmiaru mleka.
Wzrok Lou podążał za moim językiem. Przełknął ślinę po czym koontynułował
- I Eleanor- skończył.
Spojrzałem na chłopaka mając nadzieje, że żartuje. Nic na to nie wskazywało.
- Okay- próbowałem się uśmiechnąć.
Nie chciałem jej tutaj. W naszym domu. Zawsze denerwował mnie ich związek. Nie mogłem jednak tego powiedzieć. Jeszcze nie teraz.
***
Czułem się dziwnie siedząc w salonie w towarzystwie Eleanor i Lou całujących się. Byłem strasznie zdenerwowany obserwując ich. Jakbym mógł zabijać wzrokiem Eleanor dawno by była martwa. Co chwilę brunet spoglądał na mnie. Widocznie był zdziwiony, że tak mało się odzywam. Tomlinson jakiś ty niedomyślny. Tamtego dnia, podczas scenki gdy Zayn i Liam grali na PS3, a para "zakochanych" prawie na sobie leżała, postanowiłem pokazać Louis'owi, że nie jestem mu obojętny. Oto jak zdobyć Louis'a Tomlinson'a.
Dzień I
Nabrałem do płuc powietrza i zbiegłem po schodach na dół. Jak zawsze Louis stał w kuchni robiąc nam śniadanie.
- Dzień dobry- mruknąłem całując go w policzek.
Chłopak podskoczył i upuścił łyżkę.
- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć- powiedziałem mrugając do niego.
- Styles zawsze mi to robisz!- krzyknął krzyżując ręce na klatce piersiowej
Nie chciałem by na mnie krzyczał. W mgnieniu oka pokonałem dzielącą nas odległość. Wstrzymał oddech gdy objąłem go w pasie.
- Przepraszam BooBear- schowałem twarz w jego włosach.
Po chwili poczułem jak jego dłonie również mnie obejmują. Dawno tego nie robiliśmy. Trwaliśmy tak dłuższy czas. Z niechęcią oderwałem się od niego i uśmiechnąłem się lekko na widok rumieńców. Tomlinson zobacz jak na ciebie działam idioto.
- Co na śniadanie?
- Tosty- powiedział wpatrując się we mnie.
- Uważaj bo zaraz ci się spalą - zaśmiałem się siadając do stołu.
Dzień II
Siedziałem w salonie gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wolnym krokiem podszedłem do nich. Sapnąłem gdy przed nimi stała Eleanor.
- Cześć jest Louis?- spytała swoi niezwykle denerwującym głosem.
Potarłem dłonią kark i spojrzałem na schody prowadzące na drugie piętro na których pojawił się Tomlinson.
- Cześć Lou- powiedziała odpychając mnie i wchodząc do domu. Naszego domu
Dopiero teraz zauważyłem, że brunet ma na sobie tylko ręcznik, a z jego włosów skapuje woda. Gorąco.
- Pójdziesz ze mną do sklepu?- wywróciłem teatralnie oczami gdy to pytanie wypadło z ust dziewczyny. Można było się tego spodziewać, tylko po to przychodzi do Louis'a.
- Jasne kochanie- a on nigdy jej nie odmawia. Nie zgadzaj się durniu.
- Moge jechać z wami?- spytałem na poczekaniu.
Widziałem jak brunetka marszczy nos i patrzy na Lou wzrokiem typu "Po co on tam?"
- Oczywiście Harry- chłopak uśmiecha się. Nie mam powodów by się nie odwdzięczyć.
***
Po godzinie stwierdzam, że nie lubie chodzić po sklepach z Eleanor. Ona wybiera ubrania, a mój przyjaciel po prostu je kupuje. To nie jest wyrównane, prawda? Wydaje mi się, że po raz kolejny wchodzimy do tego samego sklepu. Czekamy na dziewczynę przy przymierzalniach gdy przysuwam sie do Lou.
- Nie znudziło ci sie jeszcze?- szepcze mu na ucho.
Odwraca głowe w moim kierunku. Napotykam niebieskie, zmęczone oczy.
- Jak myślisz?- pyta wbijając we mnie tęczówki.
Coś łapie mnie za serce widząc Louis'a w takim stanie. Chce coś odpowiedzieć gdy kątem oka dostrzegam dziewczynę Lou. Nie mogę jej nazwać koleżanką, jest dla mnie po prostu dziewczyną Lou.
- O czym rozmawiacie?- patrzy na mnie z agresją w oczach. Nienawidzi mnie. I vice versa.
- O niczym- syknąłem nieco zdenerwowany.
Czy to przez samopoczucie Tomlinson'a? Spoglądam na niego ale nie widze nic prócz lekkiego rozbawienia. Śmiejesz się ze mnie? Bo jak tak to ci nie daruje.
Po chwili Eleanor jakby nigdy nic wchodzi do przymierzalni. Nie chcąc jej oglądać idę w głąb sklepu. Co jakiś czas rzucam spojrzenie w kierunku miejsca pobytu Lou. Opłaca się. Już po chwili dziewczyna wychodzi i szybko bierze w dłoń materiał koszulki chłopka po czym wciąga go do jednej z przymierzalni. Kręcę głową i idę w ich stronę. Przez kotarę nic nie widzę, ale domyślam się co robią. Opieram się o ścianę.
- Seks w sklepie? To takie oryginalne- mówię na tyle głośno by mnie usłyszeli.
Uśmiecham się gdy zza kotary wychodzi Louis.
- Na dużo sobie pozwalasz BooBear- mruczę i wychodzę ze sklepu.
Nigdy więcej nie pójdę na zakupy.
III dzień.
Dziś mamy wywiad w radiu. Na szczęście menadżer nie mówił gdzie kto siedzi dlatego tym razem Lou usiadł koło mnie. Świetnie.
- Słyszałem, że nagrywacie nową płytę- mówi prowadzący.
W tym samym czasie biorę łyk wody i spoglądam na chłopaka siedzącego koło mnie. Widzę że równiż na mnie patrzy więc oblizuje wargi, a brunet wstrzymuje oddech. Uśmiecham się i wysyłam w jego stronę całusa po czym mówię do mikrofonu.
-Tak ta piosenka została napisana przez nas.
Widzę że Tomlinson nie wie o czym rozmawiamy. Jego zdezorientowany wzrok mówi wszystko. Dlatego gdy pada pytanie o jego dziewczynę chłopak zamiera i nie wie co odpowiedzieć. Pewnie nawet pytania nie słyszałeś głupku.
- Ich związek ciągle rozkwita- ratuje go i zabieram głos- Myśle, że są.... ze sobą szczęśliwi- chce coś jeszcze dodać, ale wielka gula w gardle uniemożliwia mi to.
Wiem że Louis się marti. Kiedyś by rozpoznał kiedy czuje się źle. Dlaczego te czasy minęły?
- A co z Larry'm?- pyta prowadzący.
- Larry is real- szepcze.
Dopiero potem orientuje się, że wymówiłem to do mikrofonu, zbyt głośno. Patrze w stronę Tomlinson'a. Obserwuje mnie z miną jakby sie nad czymś zastanawiał. Jakby nie rozumiał. A prowadzący obraca to wszystko w żart.
c.d.n+ prosze o komentarze :P
Enjoy
Subskrybuj:
Posty (Atom)

